Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno do mojego pokoju. Sięgnęłam po telefon, który znajdował się pod poduszką by sprawdzić godzinę. Na wyświetlaczy dostrzegłam dwie wiadomości tekstowe.
Wstawaj śpiochu! Ile to można spać, byłem u Ciebie ale twoja mama powiedziała że jeszcze śpisz. Zlitowałem się nad Tobą i zostawiłem Cię w spokoju. Oddzwoń jak tylko wstaniesz, zabieram Cię na śniadanie z chłopakami. xx Louis.
To miłe z jego strony. Druga wiadomość rozbawiła mnie jeszcze bardziej :
Wstawaj! Wstawaj! Wstawaj! Louis powiedział że dopóki nie wstaniesz nici z naszego śniadania, a chyba zdajesz sobie sprawę z tego że jestem głodny. A więc wstawaj!! xx Niall.
Głodomorek z niego. Tym razem to ja postanowiłam skrócić jego męczarnie i oddzwoniłam do Louisa. Umówiliśmy się za 15 minut pod jego domem. Założyłam pierwsze lepsze ubrania, zrobiłam lekki makijaż i związałam włosy w niechlujnego koka. Złapałam jeszcze okulary przeciw słoneczne i wyszłam z domu zostawiając karteczkę mamię o moich planach. Chłopaki już na mnie czekali przy aucie.
-No wreszcie! To było najdłuższe 15 minut w moim życiu- zawołał Niall.
-Mi też miło Cię widzieć.- uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
Przywitałam się ze wszystkimi i wsiedliśmy do samochodu. Siedziałam obok Harrego, który nie spuszczał ze mnie wzroku. Nie wiem czemu tak się gapi, chyba wyglądam w miarę możliwie..
Gdy dojechaliśmy na miejsce, jako pierwszy z auta wysiadł Niall i pobiegł do restauracji. Zrobiliśmy to samo.
Usiedliśmy przy stoliku, gdzie czekał już na nas Niall, złożyliśmy zamówienie i po 10 minutach wszyscy zajadali się już swoim śniadaniem.
Nie ukrywam, było zabawnie. Stolik był przy samym oknie, za którym znajdował się park. W najmniej oczekiwanym momencie Louis zobaczył gołębia
-Kevin!- krzyknął, przy czym wystraszył Zayna, który właśnie brał kęs naleśnika do ust. Chłopak zaczął się dławić a cała reszta, wraz ze mną zaczęła się głośno śmiać.
W drodze powrotnej Louis włączył radio, akurat leciała ich piosenka. Chłopaki zaczęli śpiewać, tańczyć i wygłupiać się. Wyglądało to komicznie. Nie mogłam opanować swojego śmiechu, który moim zdaniem był okropny.
Gdy już wróciliśmy po dziękowałam za wspaniałe śniadanie i skierowałam się w stronę swojego domu.
-Lea! Zaczekaj!- zawołał Harry podbiegając w moją stronę.
-Tak ?
-Jeśli nie masz żadnych planów na dziś- zaczął nieśmiało.- Może się gdzieś przejdziemy?- zaproponował.
-Ymm.. Jasne.- uśmiechnęłam się a chłopak odetchnął z ulgą.
-To wpadnę po Ciebie o 6.
-Ok.- odpowiedziałam i weszłam do domu.
W salonie na stoliku leżała karteczka od mojej rodzicielki że jest w pracy i będzie późno. Zostawiła mi pieniądze na obiad. Wyjęłam z lodówki butelkę wody mineralnej, rozłożyłam się wygodnie na kanapie i włączyłam telewizję.
-O nie! Zasnęłam!- Powiedziałam sama do siebie i zerwałam się z kanapy. Spojrzałam na zegarek, za 10 minut przyjdzie Harry. Szybko pobiegłam do swojego pokoju i starałam się ogarnąć jakoś mój wygląd.
Usłyszałam pukanie do drzwi. To pewnie on. Przyszedł punktualnie, dlaczego nie mógł się spóźnić?
Pośpiesznie otworzyłam mu drzwi.
-Gotowa?- zapytał stając w drzwiach.
-Noo można tak powiedzieć- zaśmiałam się i wyszliśmy.
Szliśmy w stronę parku rozmawiając o wszystkim, śmiejąc się przy tym.
-A właśnie, muszę Ci oddać w końcu bluzę.- przypomniałam sobie siadając na ławce.
-Nie śpieszy mi się.- zaśmiał się siadając blisko mnie.
Po chwili podeszła do nas pewna staruszka:
-Szanujcie się na wzajem. Nie z błądźcie z dobrej drogi. Bądźcie wobec siebie lojalni. I pamiętajcie żeby zaczekać do ślubu.- zaczęła prawić nam kazania.
Zareagowaliśmy tak samo. Wybuchliśmy śmiechem, na co staruszka się oburzyła i poszła dalej.
-Szanujmy się!- powtórzył zabawnym głosem Harry.
Zapadła niezręczna cisza, którą przerwał dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz:
-Louis.-Powiedziałam po czym odebrałam.-Słucham?
-No cześć gołąbeczki. Gdzie jesteście? - zapytał.
-W parku.
-A'propos gołębi.. Jest tam gdzieś Kevin? Powiedz mu żeby wracał do domu.- powiedział powoli i wyraźnie.
-Co ty się tak tego Kevina uczepiłeś. Daj mu trochę wolności.- zaczęłam się śmiać, a Harry przyglądał się całej rozmowie.
-A jak ucieknie? Będę za nim tęsknił.- jego głos zadrżał, jak by się miał zaraz rozpłakać.
-Ok, powiem mu.- przewróciłam oczami.
-Dziękuję. - odpowiedział i rozłączył się.
Na niebie pojawiły się burzowe chmury.
-Zaraz zacznie padać deszcz, wracajmy.- zaproponowałam. Wstaliśmy i pośpiesznym krokiem udaliśmy się w stronę mojego domu. Zaprosiłam chłopaka do siebie. Gdy weszliśmy do mieszkania od razu lunęło. Nawet nie chcę myśleć co by się stało z moimi włosami jak byśmy nie zdążyli przed deszczem.
Zadzwoniłam po resztę chłopaków, którzy przesiadywali u Louisa i zamówiłam pizze.
__________________________
Przepraszam że tak rzadko dodaję rozdziały ale teraz praktycznie nie mam czasu. Muszę poprawić oceny na lepsze żeby dostać się do wymarzonej szkoły, mam próby poloneza, doskonalę swój angielski przed wakacjami i wiele innych.
Staram się jak mogę, ale nie zawsze wena dopisuję.
Muszę się wam pochwalić, że wczoraj przekułam sobie ucho, a dokładnie chrząstkę xD i cieszę się jak debil ;P
There's nothing left I used to cry, My conversation has run dry, That's what's goin' on, Nothing's fine. I'm torn. I'm all out of faith, This is how I feel, I'm cold and I'm shamed, Lying naked on the floor. Illusion never changed, Into something real. I'm wide awake and I can see the perfect sky is torn, You're a little late, I'm already torn...
sobota, 19 maja 2012
niedziela, 13 maja 2012
Rozdział 5.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Wpatrywali się we mnie jak by zobaczyli ducha. Czułam się skrępowana.
-Cześć- Wydukałam.
-Cześć- Odpowiedzieli wszyscy jednocześnie.
-Chłopaki, to jest Lea, moja przyjaciółka.- Przedstawił mnie Louis.- Lea, to jest Harry- Wskazał chłopaka w loczkach, który od razu się uśmiechnął a na jego policzkach ukazały się uroczę dołeczki.- Ten obok to Zayn- ciemnowłosy chłopak z brązowymi oczami.- Niall- Wygląda na farbowanego blondyna z pięknymi niebieskimi oczami- I Liam- wskazał ostatniego, brązowookiego chłopaka.
-Miło mi was poznać- powiedziałam nerwowo się uśmiechając.
-Nam Ciebie też, Louis dużo nam o Tobie opowiadał- uśmiechnął się uroczo loczek.
Louis zaprosił nas do salonu, chłopaki byli w trakcie oglądania filmu a dokładniej horroru, którego nienawidzę. Zawsze mam potem koszmary.
Usiadłam na kanapie pomiędzy Louisem a Harrym. Co i raz zakrywałam oczy dłońmi, natomiast oni śmiali się i komentowali poszczególne sceny, ten film w ogóle ich nie przerażał, no cóż w końcu są facetami.
Gdy tylko film się skończył odetchnęłam z ulgą.
-Ooo właśnie, Lea mam dla Ciebie niespodziankę.- Zawołał Louis i pobiegł w stronę szafki przy telewizorze wyciągając z niej jakąś płytę. Włożył ją do odtwarzacza DVD i włączył.
-To nasze nagrania z dzieciństwa- zaśmiał się siadając obok mnie z dużą miską popcornu.-Będzie zabawa- dodał cały rozbawiony.
Na ekranie pojawiła się dwójka małych urwisów z zabawkowymi mikrofonami w rękach.
-Proszę powiedz że to nie my i że nie będziemy śpiewać żadnych głupich piosenek- spojrzałam na niego z odrobiną nadziei że włączył nie tą płytę. On tylko poruszył zabawnie brwiami.
Okazało się że nie było aż tak tragicznie do momentu gdzie zaczęliśmy się wygłupiać. Mały Louis biegał po całym parku ganiając gołębie i krzycząc: "Kevin! Nie uciekaj!" a ja biegałam za nim z kilkoma marchewkami w rękach. Na nagraniu było jeszcze jak siedzimy w domku na drzewie i zajadamy się marchewkami, jak wyrzucamy z pokoju Louisa wszystkie jego skarpetki,jak robił mi warkoczyki, jak pływamy w ogromnym basenie, biegamy po całym podwórku, jak pojechaliśmy z moimi rodzicami na zakupy i wybrałam jego pierwszą koszulkę w paski, jak spędzamy wspólnie moje urodziny na których dostałam od Louisa zabawkowego gołębia, szelki i tonę marchewek, które i tak postem sam zjadł. Było tego strasznie dużo. Oglądałam to z uśmiechem na twarzy. Wszyscy wybuchli śmiechem na widok małego Louis w samych majtkach z czerwoną peleryną i pistoletem na wodę krzyczącego: "Jestem kapitan No More Socks i nigdy nie noszę skarpetek ! ". Chłopaki sikali ze śmiechu, a ja nie mogła złapać oddechu.
-Ejj !- Louis zrobił minę obrażonego.
-Jestem kapitan No More Socks!- krzyczał Zayn biegając po całym mieszkaniu.
-Musisz koniecznie pożyczyć mi tą płytę, zgram ją sobie i wyślę mojej przyjaciółce.- zwróciłam się do Louis cały czas się śmiejąc.
***
Chłopaki byli wspaniali, zaproponowali że coś mi zaśpiewają. Usiadłam na kanapie a oni stanęli przede mną w różnych śmiesznych pozach i zaczęli śpiewać WMYB. Wyglądało to komicznie, nie mogłam opanować mojego napadu śmiechu.
Wyszliśmy na taras, położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy oglądać gwiazdy.
-Dlaczego wyprowadziłaś się z Londynu?- Harry skierował pytanie do mnie.
-Bo moi rodzice się rozwiedli.- odpowiedziałam zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą.
-Przepraszam, nie wiedziałem.- On również usiadł.
Zawiał chłodny wiatr, po moim ciele przeszły ciarki. Harry musiał to zauważyć bo zdjął swoją bluzę i zarzucił ją na moje ramiona.
-Dziękuję, ale nie będzie Ci zimno?- spojrzałam w jego zielone oczy.
-No co ty, Harry jest gorący.- Zaśmiał się Louis co doprowadziło do odnowienia mojej głupawki.
Dostałam sms od mamy że mam już wracać do domu. Byłam w sąsiednim domu a ona jak zwykle się martwiła że coś mi się stanie. Kocham swoją mamę ale uważam że jest nad opiekuńcza.
-Wybaczcie, muszę już wracać. - schowałam telefon do kieszeni i wstałam. Pożegnałam się ze wszystkimi i udałam się w stronę domu.
Gdy weszłam do środka czekała już na mnie kolacja przyrządzona przez mamę.
-Jestem!- krzyknęłam wchodząc do kuchni.
-No w końcu. Co masz na sobie?- wskazała bluzę Harrego.
-Oj, zapomniałam ją oddać, to bluza kolegi z zespołu Louisa.- zdjęłam ją i położyłam na oparciu krzesła.
-I jak było?- dopytywała się moja rodzicielka. Wszystko jej opowiedziałam, wspomniałam też o nagraniu z dzieciństwa. Powiedziała że to co było na tej płycie to nic w porównaniu do tego co tak naprawdę robiliśmy dzień w dzień. Cały czas wymyślaliśmy coś nowego i coraz głupszego. Zastanawiam się jak inni ludzie mogli wytrzymywać w naszym towarzystwie.
Gdy zjadłam kolację, złapałam za bluzę i poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko kładąc obok bluzę. Pachniał jego perfumami które były cudowne.
-Cześć- Wydukałam.
-Cześć- Odpowiedzieli wszyscy jednocześnie.
-Chłopaki, to jest Lea, moja przyjaciółka.- Przedstawił mnie Louis.- Lea, to jest Harry- Wskazał chłopaka w loczkach, który od razu się uśmiechnął a na jego policzkach ukazały się uroczę dołeczki.- Ten obok to Zayn- ciemnowłosy chłopak z brązowymi oczami.- Niall- Wygląda na farbowanego blondyna z pięknymi niebieskimi oczami- I Liam- wskazał ostatniego, brązowookiego chłopaka.
-Miło mi was poznać- powiedziałam nerwowo się uśmiechając.
-Nam Ciebie też, Louis dużo nam o Tobie opowiadał- uśmiechnął się uroczo loczek.
Louis zaprosił nas do salonu, chłopaki byli w trakcie oglądania filmu a dokładniej horroru, którego nienawidzę. Zawsze mam potem koszmary.
Usiadłam na kanapie pomiędzy Louisem a Harrym. Co i raz zakrywałam oczy dłońmi, natomiast oni śmiali się i komentowali poszczególne sceny, ten film w ogóle ich nie przerażał, no cóż w końcu są facetami.
Gdy tylko film się skończył odetchnęłam z ulgą.
-Ooo właśnie, Lea mam dla Ciebie niespodziankę.- Zawołał Louis i pobiegł w stronę szafki przy telewizorze wyciągając z niej jakąś płytę. Włożył ją do odtwarzacza DVD i włączył.
-To nasze nagrania z dzieciństwa- zaśmiał się siadając obok mnie z dużą miską popcornu.-Będzie zabawa- dodał cały rozbawiony.
Na ekranie pojawiła się dwójka małych urwisów z zabawkowymi mikrofonami w rękach.
-Proszę powiedz że to nie my i że nie będziemy śpiewać żadnych głupich piosenek- spojrzałam na niego z odrobiną nadziei że włączył nie tą płytę. On tylko poruszył zabawnie brwiami.
Okazało się że nie było aż tak tragicznie do momentu gdzie zaczęliśmy się wygłupiać. Mały Louis biegał po całym parku ganiając gołębie i krzycząc: "Kevin! Nie uciekaj!" a ja biegałam za nim z kilkoma marchewkami w rękach. Na nagraniu było jeszcze jak siedzimy w domku na drzewie i zajadamy się marchewkami, jak wyrzucamy z pokoju Louisa wszystkie jego skarpetki,jak robił mi warkoczyki, jak pływamy w ogromnym basenie, biegamy po całym podwórku, jak pojechaliśmy z moimi rodzicami na zakupy i wybrałam jego pierwszą koszulkę w paski, jak spędzamy wspólnie moje urodziny na których dostałam od Louisa zabawkowego gołębia, szelki i tonę marchewek, które i tak postem sam zjadł. Było tego strasznie dużo. Oglądałam to z uśmiechem na twarzy. Wszyscy wybuchli śmiechem na widok małego Louis w samych majtkach z czerwoną peleryną i pistoletem na wodę krzyczącego: "Jestem kapitan No More Socks i nigdy nie noszę skarpetek ! ". Chłopaki sikali ze śmiechu, a ja nie mogła złapać oddechu.
-Ejj !- Louis zrobił minę obrażonego.
-Jestem kapitan No More Socks!- krzyczał Zayn biegając po całym mieszkaniu.
-Musisz koniecznie pożyczyć mi tą płytę, zgram ją sobie i wyślę mojej przyjaciółce.- zwróciłam się do Louis cały czas się śmiejąc.
***
Chłopaki byli wspaniali, zaproponowali że coś mi zaśpiewają. Usiadłam na kanapie a oni stanęli przede mną w różnych śmiesznych pozach i zaczęli śpiewać WMYB. Wyglądało to komicznie, nie mogłam opanować mojego napadu śmiechu.
Wyszliśmy na taras, położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy oglądać gwiazdy.
-Dlaczego wyprowadziłaś się z Londynu?- Harry skierował pytanie do mnie.
-Bo moi rodzice się rozwiedli.- odpowiedziałam zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą.
-Przepraszam, nie wiedziałem.- On również usiadł.
Zawiał chłodny wiatr, po moim ciele przeszły ciarki. Harry musiał to zauważyć bo zdjął swoją bluzę i zarzucił ją na moje ramiona.
-Dziękuję, ale nie będzie Ci zimno?- spojrzałam w jego zielone oczy.
-No co ty, Harry jest gorący.- Zaśmiał się Louis co doprowadziło do odnowienia mojej głupawki.
Dostałam sms od mamy że mam już wracać do domu. Byłam w sąsiednim domu a ona jak zwykle się martwiła że coś mi się stanie. Kocham swoją mamę ale uważam że jest nad opiekuńcza.
-Wybaczcie, muszę już wracać. - schowałam telefon do kieszeni i wstałam. Pożegnałam się ze wszystkimi i udałam się w stronę domu.
Gdy weszłam do środka czekała już na mnie kolacja przyrządzona przez mamę.
-Jestem!- krzyknęłam wchodząc do kuchni.
-No w końcu. Co masz na sobie?- wskazała bluzę Harrego.
-Oj, zapomniałam ją oddać, to bluza kolegi z zespołu Louisa.- zdjęłam ją i położyłam na oparciu krzesła.
-I jak było?- dopytywała się moja rodzicielka. Wszystko jej opowiedziałam, wspomniałam też o nagraniu z dzieciństwa. Powiedziała że to co było na tej płycie to nic w porównaniu do tego co tak naprawdę robiliśmy dzień w dzień. Cały czas wymyślaliśmy coś nowego i coraz głupszego. Zastanawiam się jak inni ludzie mogli wytrzymywać w naszym towarzystwie.
Gdy zjadłam kolację, złapałam za bluzę i poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko kładąc obok bluzę. Pachniał jego perfumami które były cudowne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)